Książka elektroniczna – świat wydawców i świat użytkowników


Для читающих по-польски - интересная статья о дискуссии на Варшавской книжной ярмарке о проблеме электронных книг.


O książkach elektronicznych na Warszawskich Targach Książki

Spędziłem wczoraj kilka godzin na konferencji „Książka elektroniczna – przyszłość czy codzienność” podczas Warszawskich Targów Książki. Tu moja relacja z dwóch wystąpień oraz panelu dyskusyjnego, gdzie też miałem przyjemność zasiąść.

Perspektywa użytkownika

Zacznę od wystąpienia Jana Rychtera, który opowiadał, jak wygląda jego podejście do e-booków.

  • DRM traktuje on jako wypożyczenie. Skoro kupuje się de facto licencję na odczytanie treści, to trzeba się liczyć z tym, że za jakiś czas nie będzie można jej odczytać. Dlatego cenę książki w DRM trzeba traktować jako cenę jej wypożyczenia.
  • W ramach testów postanowił kupić książkę w polskiej księgarni Woblink. Wyszło mu to co opisał jako „łatwe kupowanie książek w 16 prostych krokach”. Dodatkowo, kiedy książkę już kupił i za nią zapłacił, dostał komunikat, że „książka pojawi się do 48h” (choć z tego co zrozumiałem pojawiła się szybko).
  • Jeszcze odnośnie polskich aplikacji, zobaczyliśmy porównanie tego, jak książki wyglądają na iPadzie w dwóch aplikacjach polskich oraz w Kindle for iPad oraz iBooks. Te drugie od razu wyglądają ładnie i czytelnie. Te pierwsze nie wyglądają.
  • Rychter ma iPada, a zamawia teraz Kindle. I są to dwa najpopularniejsze na świecie urządzenia do czytania, na których nie działa Adobe DRM. Czytniki z obsługą ADE to zaledwie 22% rynku.
  • Refleksje na temat samodzielnego wydawania książek – chciałby dać PDF i numer konta bankowego i w zamian dostawać już przelew 🙂 Ideałem jest lulu.com, gdzie można wydać i książkę papierową i ebooka.
    • Tu akurat padł głos z sali, że istnieją w Polsce takie serwisy jak Wyczerpane.pl, nie ma jednak pełnej platformy do self-publishingu, który to temat był zresztą nieobecny.

Na końcu pięć rad dla wydawców:

  1. Książki nie mogą mieć DRM
  2. Formaty otwarte, jak PDF i EPUB, które będzie można otworzyć za 10 lat
  3. Maksymalne ułatwienie procesu zakupów
  4. Dostosowanie do popularnych platform, zamiast budowanie własnej
  5. Niech powstanie polskie lulu.com

Perspektywa wydawcy

Przedstawiciele wydawnictw WAB, Czarna Owca oraz Świat Książek opowiadali o własnym podejściu do e-booków.

  • Zaczęło się od pytania, kto jest na sali. Wyszło, że większość (przynajmniej na pierwszym planie) stanowią inni wydawcy, dlatego prowadzący Pan pozwolił sobie na odrobinę szczerości. Przyznał się więc, że zastanawiali się, czy w to wchodzić, bo – czy w ogóle warto, bo jesteśmy przecież wydawcami książek. A może po prostu zablokować licencyjnie możliwość wydawania ebooków?
  • Z punktu widzenia wydawcy, przy e-bookach najważniejsze są dwie rzeczy: prawa oraz przygotowanie książki.
    • Nabycie praw od autorów jest konieczne, jeśli dotąd były tylko na papier. Ponieważ nie wiadomo, co będzie z e-bookami, próbuje się nabywać te prawa bez zaliczek dla autorów. Jednak z drugiej strony licencje na ebooki autorów zagranicznych potrafią kosztować do 50% ceny książki
    • Przygotowanie książek wydawcy robią różnie. Niektórzy sami przygotowują EPUB, inni mają tylko PDF i liczą na to, że zrobi to za nich dystrybutor.
    • Pan z wydawnictwa WAB parokrotnie narzekał na to, że przecież przygotowanie książki jest czasochłonne i drogie.
  • Polityka cenowa – założenie było takie, że cena detaliczna musi być nieznacznie mniejsza od papieru, np. o 5 złotych, albo o 10%.
    • Jednak w efekcie wyższe ceny ebooków wyszły z tego, że sklepy internetowe sprzedają papier taniej i np. w Merlinie książki były tańsze niż e-booki w Empiku.
    • A jednocześnie eksperyment – jedno z wydawnictw obniżyło znacznie ceny na paewien czas: wbili się na top10 e-booków w Empiku i jednocześnie przez chwilę sprzedaż ebooków była wyższa niż papieru!
    • Ale dlaczego e-booki nie są znacznie tańsze? Tu wracał temat kosztów przygotowania oraz wyższych stawek VAT.
  • Bardzo ciekawe spostrzeżenie na temat DRM. Opinia kancelarii prawnej, którą dostało jedno z wydawnictw – wydawca jest zobowiązany chronić prawa autora, czyli dochować najwyższej staranności, co oznacza stosowanie najlepszych rozwiązań na rynku, co oznacza DRM.
  • Kto inny powiedział – nie miejcie do nas pretensji o DRM, bo technologia to wybór dystrybutora. Wtedy pytanie z sali:

    - „a czy sprzedawalibyście państwo książki bez DRM?”

    - „Nie”.

Pytania z sali:

  • O DRM i licencjonowanie książek.
    • Nie zgadzają się z opinią, że licencja na treść oznacza tyle co jej wypożyczenie – co więcej, nie widzą w tym problemu: my nie sprzedajemy egzemplarzy książek – drukarnia papierowa sprzedaje.
    • Pewna pani z sali zaczęła polemizować z pytającą, twierdząc w końcu, że Problem mentalnościowy jest po stronie odbiorcy… Bo egzemplarz (książki) ludzie traktują jako bardziej wartościowy nośnik. Pani wyraźnie nie rozumiała, że ludzie chcą mieć egzemplarz pliku – a nie tylko licencję.
  • O możliwość wypożyczania e-booków i obsługę bibliotek. Prezentujący wyraźnie zaskoczeni, w końcu stwierdzili, że nie myślą jeszcze o tym, może za rok.
  • O obecność polskich książek w Google Books. Też o tym nie myślą, a przeszkodą jest to, że Google rzekomo chce aby darmowe fragmenty sięgały 20% zawartości, a w umowach z autorami jest 5-10%.

Panel dyskusyjny

Panel dyskusyjny

Panel dyskusyjny, w którym też wziąłem udział (i miałem całe dwie wypowiedzi) był o tyle interesujący, że pokazał kilka punktów widzenia – wydawców, czytelników, dystrybutorów, ale też popularyzatorów książki czy osób zajmujących się całym rynkiem wydawniczym.

Było sporo o dostępności książek w Polsce. Dr Marek Troszyński, który na salę przyszedł z Kindlem, stwierdził, że kupuje książki tylko po angielsku, a po polsku czyta wyłącznie… prace magisterskie swoich studentów. Ja pozwoliłem sobie na stwierdzenie, że dla polskich użytkowników Kindle najważniejszą księgarnią jest obecnie… chomikuj.pl, więc od wydawców zależy czy taki rynek zauważą, czy będą go ignorowali. W tym kontekście dwukrotnie pojawił się też temat firm, które nie stosują DRM, a ich sprzedaż wzrosła pomimo piractwa, choćby O’Reilly. Padło stwierdzenie, że w Stanach jest bardzo wysoki poziom piractwa – ale jednocześnie w Stanach sprzedaż e-booków wyprzedza już książki w formacie paperback…

Jako bardzo skuteczna alternatywa dla DRM został przedstawiony pomysł znakowania e-booków, tak aby można było w przypadku „wycieku” zidentyfikować, kto go kupił, lub że ktoś używa egzemplarzy, które nie są jego własnością. Choć nawet jeśli się to uda – są głosy za tym, żeby jednak edukować i zwracać uwagę użytkownikom, niekoniecznie robić to co przemysł muzyczny, gdzie walka z piractwem i zabezpieczenia płyt zupełnie się nie udały.

Cały panel odebrałem optymistycznie jako świadectwo tego, że na rynku dzieje się wiele, raczej w dobrym kierunku i w ciągu najbliższego roku może być jeszcze ciekawiej.

Próba zestawienia

Najważniejsza na tej konferencji była dla mnie próba zrozumienia sposobu postępowania polskich wydawców.

  1. Na temat e-booków jest różna świadomość i wobec tego różne podejście. Niektórzy zakładają, że wszystko załatwią dystrybutorzy, nie zauważając, że w efekcie stają się zakładnikami dystrybutorów, którzy są dla nich „wydawcami cyfrowymi”.
  2. Co do DRM Adobe – coraz większe zrozumienie, dlaczego jest to złe. Jednak co do innych sposobów dystrybucji, postawa „chcieliby, ale boją się”.
  3. Szukanie wymówek – z DRM nie zrezygnujemy, bo prawnicy. E-booków nie publikujemy, by przygotowanie jest drogie. No i ci odbiorcy, którzy ich nie rozumieją…
  4. Przy tym wszystkim zauważyłem właściwie brak zainteresowania czytelnikami i tym, w jaki sposób korzystają z książek elektronicznych. Tak jakby domyślne było założenie, że e-booka czyta się tak jak papier. A przecież to zupełnie co innego. I format i czas czytania i urządzenie. Nie bez przyczyny w tytule artykułu dałem „użytkownik”, a nie „czytelnik”. Odniosłem wrażenie, że niektóre z osób wypowiadających się, po prostu… nie czytają na co dzień książek elektronicznych i stąd ten brak zrozumienia dla potrzeb użytkowników, które były w prezentacji Jana Rychtera.
  5. Na temat e-książek wielu z uczestników rynku patrzy wyłącznie ze swojej perspektywy (i własnych interesów), zamiast starać się go zrozumieć jako całość i wtedy dopiero zająć pozycję

W kolejnym artykule napiszę jeszcze o czytnikach, jakie miałem okazję obejrzeć podczas Targów.

  1. #1 by stepnoy_kr on 14.05.2011 - 17:52

    Generalnie w Polsce jest tak, że książek nie da się ściągać (bo generalnie Polacy nie czytają, sad but true, więc nie ma czegoś takiego jak flibusta), legalnie tez niewiele da się kupić (bardzo mały wybór w księgarniach internetowych, a to co jest kosztuje tyle, co papierowa wersja). Mamy więc sytuacje, o której marzą rosyjscy wydawcy, czyli rynek piratów nie istnieje. Czy ceny spadły? Akurat :))) E-book kosztuje tyle samo, co papierowa książka, a na człowieka z e-readerem np. w autobusie ludzie patrzą, jak na ufoludka. Tyle że ja 99% książek czytam po rosyjsku, więc mam Kindle’a i sobie czytam, ale gdybym znał tylko polski, to kupowanie readera nie ma żadnego sensu.

  2. #4 by stepnoy_kr on 14.05.2011 - 17:52

    Generalnie w Polsce jest tak, że książek nie da się ściągać (bo generalnie Polacy nie czytają, sad but true, więc nie ma czegoś takiego jak flibusta), legalnie tez niewiele da się kupić (bardzo mały wybór w księgarniach internetowych, a to co jest kosztuje tyle, co papierowa wersja). Mamy więc sytuacje, o której marzą rosyjscy wydawcy, czyli rynek piratów nie istnieje. Czy ceny spadły? Akurat :))) E-book kosztuje tyle samo, co papierowa książka, a na człowieka z e-readerem np. w autobusie ludzie patrzą, jak na ufoludka. Tyle że ja 99% książek czytam po rosyjsku, więc mam Kindle’a i sobie czytam, ale gdybym znał tylko polski, to kupowanie readera nie ma żadnego sensu.

  3. #7 by stepnoy_kr on 14.05.2011 - 17:52

    Generalnie w Polsce jest tak, że książek nie da się ściągać (bo generalnie Polacy nie czytają, sad but true, więc nie ma czegoś takiego jak flibusta), legalnie tez niewiele da się kupić (bardzo mały wybór w księgarniach internetowych, a to co jest kosztuje tyle, co papierowa wersja). Mamy więc sytuacje, o której marzą rosyjscy wydawcy, czyli rynek piratów nie istnieje. Czy ceny spadły? Akurat :))) E-book kosztuje tyle samo, co papierowa książka, a na człowieka z e-readerem np. w autobusie ludzie patrzą, jak na ufoludka. Tyle że ja 99% książek czytam po rosyjsku, więc mam Kindle’a i sobie czytam, ale gdybym znał tylko polski, to kupowanie readera nie ma żadnego sensu.

Это не обсуждается.